Gdy ogród dopadnie stres, nie pomoże nawet największa walerianowa rabata. Wkrótce mnożą się objawy: grzybowe choroby, zahamowanie wzrostu, bladość liści a wszędzie roi się na dodatek od kretowisk. Co stresuje rośliny? Jak odstresować ogród? To całkiem proste. Wystarczy tylko poznać tzw. stresory (czynniki stresogenne) i ich unikać…
OBJAWY STRESU OGRODOWEGO
Zestresowany ogród emanuje czymś, co wprawne oko Ogrodnika wyłapuje w momencie.
Rośliny rosnące w zestresowanym ogrodzie:
mimo optymalnych warunków rozwijają się nieprawidłowo
ich matowe liście pozbawione są pełnego wigoru (czyt. turgoru),
kwiaty i/lub owoce nie pojawiają się wcale lub występują, lecz nie w takiej obfitości, jakby mogły.
noszą objawy intensywnego żerowania owadów i ślimaków, wiele z nich dopadają także choroby grzybowe czy bakteryjne – nic dziwnego, bowiem osłabione stresem rośliny słabiej się bronią
umierają, a dosadzane nowe rośliny szybko marnieją w oczach.
Ponad to w zestresowanym ogrodzie:
trawnik i rabaty ozdabiają setki kretowisk
rzadko słychać śpiew ptaków
nad kwietnymi rabatami nie rozlega się bzyczenie pszczół
ziemia zaskorupia się nieufnie
a właściciel siedzi w kącie i szlocha.
I ów ogrodnik-amator pada poniekąd także ofiarą stresu ogrodowego. Jak im wszystkim pomóc? Czas wyłapać stresory i je „wyplewić”.
OGRODOWE STRESORY
Na początku jeszcze raz ustalmy: „szkodniki” i choroby roślin nie są powodem stresu, lecz jego objawem/skutkiem. Dlatego walka, by usunąć sam patogen często na niewiele się zdaje, bo jeśli nie zlikwidujemy przyczyny, choroba szybko powróci.
Warto usiąść na ogrodowej ławeczce, założyć nogę na nogę, spojrzeć uważnie na ogród i poszukać możliwych przyczyn i remediów na ich usunięcie.
zasolenie gleby – najpowszechniejsza przyczyna stresu roślin. „Ale przecież nie sypię solą ścieżek zimą!”. Niestety rozsypana solniczka to nie raz to samo, co kilka lat nawożenia nawozami sztucznymi. Tego typu nawożenie warto zarezerwować dla roślin doniczkowych, w pojemnikach. Rośliny gruntowe karmimy organicznie. Najlepiej co wiosnę poprzez wyłożenie warstwy świeżo przekompostowanej ziemi z kompostownika. „Ile to roboty!” – no cóż, nie od dziś wiadomo, że szybko rzadko znaczy dobrze…
intensywne koszenie trawników – dla trawy i całej związanej z nią biocenozy koszenie to silny stres. Wiele z nich ginie pod ostrzami kosiarki lub wskutek narażenia na intensywniejsze działanie słońca wierzchniej warstwy podłoża. Szczególnie wiosną warto odwlec koszenie na tyle, na ile to tylko możliwe. Ze względu na jeże, żaby. Na budzące się, zimujące w ziemi owady – także te pożyteczne i na te, które stanowią pierwszą wiosenną przekąskę dla ptaków (których śpiew działa tak kojąco na nasze nerwy…). W mniej użytkowych lub większych połaciach ogrodu rozważmy także założenie łąki kwietnej: kosimy ją raz-dwa razy do roku, pięknie wygląda i wabi do naszego ogrodu życie. Ciekawostka: na łąkach prawie nigdy nie spotkamy mnogich kretowisk. Za to na skoszonym trawniku? Już na drugi dzień pojawiają się jak grzyby po deszczu…
maniakalne odchwaszczanie – wiele „chwastów” w naszym ogrodzie pojawia się tam nie bez powodu. Np. mniszki lekarskie wabią dżdżownice, które lepiej niż jakikolwiek ogrodnik naprawiają glebę. Ziemia nie lubi być naga, dlatego jeśli czegoś na niej nie posadzimy, nie posiejemy lub jej nie wyściółkujemy zaraz pojawi się tam jakaś naturalna okrywa. Szczególnie w okresie wczesnowiosennym zaniechajmy odchwaszczania roślin kwitnących, miododajnych – jest to bezcenne źródło pokarmu dla owadów, w tym dzikich pszczół i trzmieli. Zanim w naszym ogrodzie zakwitną rabaty, minie trochę czasu – nie trzymajmy naszych bzyczących przyjaciół na głodzie. Także na zimę warto zostawić chwasty, by chroniły ziemię przez wysuszającym działaniem mrozu.
Otrzyjmy słone łzy, nie zgrzytajmy zębami. Połóżmy się w nieskoszonej trawie. Wsłuchajmy się w nasz ogród. Współpracujmy z nim. Sam podpowie nam, jak pozbyć się stresów. Wszystkich.