To wielki szok dla Ogrodnika, gdy dowiaduje się, że jego uwielbiany ogród dla niektórych wcale nie ma właściwości terapeutycznych, a co więcej – jest bezdenną studnią lęków i fobii. Z ciekawości zgłębiliśmy temat i okazuje się, że strachy te zostały nawet ponazywane i sklasyfikowane. Oto jakie straszne strachy czają się na nas co dzień w ogrodach…

OGRODOWE FOBIE

Ogród uspakaja. Koi nerwy. Daje wytchnienie, nadzieję, uczy praw Natury. Łagodzi depresję. Praca z roślinami daje satysfakcję i relaksuje… Ale nie wszystkich. Okazuje się, że w ogrodzie aż roi się od źródeł fobii wszelakich. Czy któraś z nich nas dotyczy?

Oto ich lista:

arachnefobia – oczywiście i nam Ogrodnikom wpadnięcie twarzą w pajęczynę nie poprawia humoru, ale widok pająka w rosarium to dobry znak – będzie pomagał łapać mszyce i szkodniki, które zbyt ochoczo rzuciły się na świeże pączki róż. Tymczasem strach przed pająkami to jedna z najczęstszych fobii, jaka dotyka ludzi. Jest ona połączona z pierwotnym lękiem przed jadowitymi stworzeniami.

awizofobia – epidemię tej fobii zawdzięczamy Alfredowi Hitchcockowi i jego „Ptakom”. Dziękujemy Panie Alfredzie. I jak tu teraz w spokoju słuchać śpiewu ptaków?

anatidefobia – to strach przed byciem obserwowanym przez kaczki…

batrachofobia – jeśli rechot żab w stawie wywołuje u danej osoby atak paniki. Ciekawe, czy przyczyniły się do tego bajki o całowaniu żabich książąt? My żaby cenimy za pomoc w walce ze szkodnikami… A bufonofobia to uprzedzenie do Pana Ropucha.

reptilliofobia – cierpieli na nią chyba wszyscy, żyjący w epoce dinozaurów. Dla Ogrodnika widok jaszczurki, wygrzewającej się w ogrodzie to komplement – pojawiają się tylko w ekologicznych, nieskażonych obszarach.

apiofobia – strach przed pszczołami. To fakt, że Gucio nie był zbyt urodziwy.

chemofobia – to dobry strach Ogrodnika ekologicznego, który wzdryga się na myśl o stosowaniu chemikaliów.

myzofobia – uniemożliwia pracę w ogrodzie, bowiem nie da się w jej trakcie nie ubrudzić. W połączeniu z bacillofobią (strach przed drobnoustrojami) dyskwalifikuje glebę jako źródło dobrej zabawy.

hydrofobia – raczej przeszkadza w podlewaniu ogrodu.

homichlofobia – czasem też i nas dotyka strach przed mgłą, bowiem warunki w niej panujące sprzyjają rozwojowi chorób grzybowych roślin.

ataksofobia – to częsta fobia u Ogrodników – potrzeba „uporządkowania nieporządku”.

A teraz strachy stricte ogrodowe:

dendrofobia – strach przed drzewami

botanofobia – lęk przed roślinami

antofobia – lęk przed kwiatami. No tak, w sumie widok amorfofalusa czy wyglądającej jak mięso raflezji jest trochę niepokojący, ale jakże fascynująco niepokojący!

Przecież czując ich zapach, dostrzegając ich ruch nasze serce nie zamiera w bezruchu, lecz bije jakby mocniej, pewniej. Ogród to nasze terytorium. Móc bez strachu obcować z ogrodem to wielki dar, cieszyć się każdym jego elementem, choćby i dla innych odstręczającym, bo owianym ulotnym aromatem obornika.

Czy przeczytawszy tę encyklopedię ogrodowych strachów inaczej patrzymy na tak dobrze znany nam świat ziemi, korzeni, owadów, liści? Chyba nie. Przecież czując ich zapach, dostrzegając ich ruch nasze serce nie zamiera w bezruchu, lecz bije jakby mocniej, pewniej. Ogród to nasze terytorium. Móc bez strachu obcować z ogrodem to wielki dar, cieszyć się każdym jego elementem, choćby i dla innych odstręczającym, bo owianym ulotnym aromatem obornika.

Praca z roślinami i glebą przynosi spokój ducha. Chyba, że w ogrodzie pojawiają się ludzie… Bowiem nie bez powodu krąży przekonanie, że ogrodnik to zawód dla samotnika. Rozmowy z roślinami, dżdżownicami czy Panem Ropuchem przychodzą nam łatwiej, niż prosta pogawędka z istotą ludzką… No tak, to także ma nazwę – ksenofobia. Ale jeśli tylko tematem rozmów stanie się ogród – ooo wtedy jesteśmy uleczeni!

Podobne wpisy