Dziś trochę sentymentalnie, ponieważ będziemy siedzieć, wzdychać i wspominać 5 gatunków roślin doniczkowych, które w zamierzchłych latach ’90 królowały na parapetach polskich mieszkań, urzędów i szkół. Czy jeszcze je pamiętamy? A może któryś z naszych Czytelników wreszcie pozna nazwę swojego ulubionego niegdyś towarzysza? Większość z nich z niewiadomych przyczyn jest obecnie niemal nie do dostania w ogrodniczych sklepach.

Oto 5 zapomnianych roślin, które słuchały muzyki na walkmanie i z pewnością lubiły neonowe kolory:

1. Dizygotheca elegantissima

Dla wszystkich wielbicieli szkolnych potańcówek nazwa ta jest nie do zapomnienia. Jej rachityczny pokrój mógłby dziś niektórym kojarzyć się z nielegalnymi środkami odurzającymi. W latach 90-tych jednak by wywołać uśmiech na twarzy wystarczyła sama jej nazwa. Doniczkowa dyskoteka miewała niemal czarne liście, co nadawało jej lekko mrocznego uroku. Z zasady długowieczna, przeważnie nie wytrzymywała odkręconych zimą „na full” kaloryferów, które szybko spalały jej liście na wiór.

2. Exacum affine

Przez neurotyczną ciotkę błędnie zwane psianką i używane w zdaniu: „Tylko nie dziubaj tej psianki, to jest trujące!”. Drobne, fioletowo ukwiecone kopiaste rośliny o wysokości ok. 30cm pojawiały się w domach wiosną i wczesnym latem, by szybko wylądować w koszu. Pochodzą one z Sokotry, do Europy dotarły na początku XX wieku. Wskutek nieumiejętnego podlewania szybko brzydły – nie lubią zalewania ani wody stojącej na podstawce. No i fatum trucizny zapewne zadecydowało o spadku z listy przebojów.

3. Hoya

Woskownica zwisała niegdyś kaskadami z każdej meblościanki lub wysokiego kredensu. Rodzinne rozmowy zawsze o nią zahaczały – „Coś nie rośnie. Coś nie kwitnie. No! Zakwitła pięknie! A mi to kwitnie cały czas.” Słabsze kwitnienie lub jego brak wynikał z awersji rośliny do zmiany lokacji, a nawet przekręcenia doniczki – co miało miejsce przy wielkanocnych porządkach – kiedy to przypada pora zawiązywania pąków kwiatowych i o focha nietrudno. Hoja zachwycała, ale potem wśród sąsiadek poszła fama, że hoja przynosi biedę i kwiaty masowo lądowały na śmietniku.

4. Radermachera sinica

Sprowadzana z Tajwanu i nabywana ze względu na plotkę o właściwościach pochłaniania dymu tytoniowego ( dlatego zapamiętana została pod hasłem „nikotynowiec”). Mobilizowała stryja do intensywniejszego zadymiania gabinetu. W rzeczywistości opary szkodziły zarówno jemu jak i roślinie, której liście podwijały się i opadały. Przeniesiony do jasnej łazienki odzyskiwał wigor i osiągał gabaryty sporego, ponad metrowego drzewka.

5. Scirpus cernuus

Sitowie lub sitniczka, zwane także „trawą wow” stało na parapecie dziecięcych pokoi obok światłowodowej lampki. Zielona czupryna wciśnięta w kolorową tubę dodatkowo posiadała jeszcze parę ruchomych, plastikowych oczek. Zimą jednak kaloryfery szybko wysuszały powietrze, sprawiając, że zielone włosy brązowiały, które wyczesywało się wiosną przy pomocy szczotki dla lalek.

Woskownica zwisała niegdyś kaskadami z każdej meblościanki lub wysokiego kredensu. Rodzinne rozmowy zawsze o nią zahaczały – "Coś nie rośnie. Coś nie kwitnie. No! Zakwitła pięknie! A mi to kwitnie cały czas."

Podobne wpisy