Już są, już kwitną. Już dzwonią cichutko dzwoneczkami perłowych kwiatów, gdy uderzają w nie miarowo krople wiosennego deszczu. Czy jest coś piękniejszego nad kwitnące w maju konwalie? Nad ich zapach i subtelny czar? O tak, jest. To pot na czole, gdy przez tydzień karczujemy zarośnięty konwaliami ogród, które rozpanoszyły się nie wiedzieć kiedy i jak. Takie są przecież delikatne, takie czarujące… Dziś zatem piszemy o uprawie i o rozsądnym podejściu do ekspansywnej natury tej „Królewny Śnieżki”, a także o jej trującym sekrecie…

LEŚNA WRÓŻKA

By w pełni zrozumieć naturę konwalii warto pamiętać, skąd pochodzi – a mianowicie z lasu. Z lasu półkuli północnej. A w naturze już tak jest, że jeśli nie walczysz to giniesz.

Poza ekspansywną naturą skrywa też kolejny tajnik, ułatwiający przetrwanie, czyli emanuje ostrzeżeniem „nie jedz mnie, bo się otrujesz” (tym, którzy jednak chcieliby spróbować, od razu mówimy, że nie warto, bo smak jest okropny – słodkogorzki).
Najwięcej substancji o działaniu toksycznym zawierają kwiaty, trochę mniej liście. Jeśli dziecko mówi, że „świat stał się jakiś taki żółty”, a grasowało niedawno w ogrodzie, zapewne podjadło konwalii. Pozostałe objawy to mdłości, torsje, zaburzenia rytmu serca.

Ale jeśli nie mamy w zwyczaju wypijać wody z wazonu, w którym trzymaliśmy konwalie, a jeśli już jeść jakieś rośliny to wolimy szparagi albo rukolę, to dla ich zapachu, dla leśnego czaru warto oswoić konwalie.

Z lasów konwalię zaproszono do ogrodów a tam do towarzystwa ma przeważnie rozpieszczone rośliny ogrodowe, które w starciu z konwalią na ringu rabaty nie mają szans. Stare, pozostawione sobie ogrody i parki konwalie obejmują wręcz we władanie. Łatwo dziczejąca, ucieka z ogrodów i wkrada się w leśne tereny Północnych Stanów i Kanady. Jej żywotność i tendencja do tworzenia niezwykle zwartej, splatanej sieci systemu korzeniowego, odrostów i cienkich, brązowych kłączy sprawiła, że Japończycy napiętnowali europejską konwalię jako gatunek wybitnie ekspansywny i zakazany w ogrodach.

Ale czym byłby ogród bez konwalii? Jak zatem nad nią zapanować?

Już dzwonią cichutko dzwoneczkami perłowych kwiatów, gdy uderzają w nie miarowo krople wiosennego deszczu.

OSWAJANIE KONWALII

Czas na opracowanie strategi. Wiemy, że konwalia rozrasta się tworząc kłącza. Warto wiedzieć także, iż ów gęsty i poplątany system podziemny nie sięga na szczęście głębiej niż 10cm wgłąb podłoża – czyli tyle, na ile wkopiemy się akurat choćby i ręczną łopatką.

Sprytnie zaplanujmy zasięg konwaliowego areału. Lubią półcień, ale nie łudźmy się, że nie wyjdą poza zacieniony obszar – słońce może i przypali im liście, ale na wiosnę odbiją świeżą zielenią i oczywiście o kolejny metr szerzej, niż ostatnio…

Dobrze, by areał posiadał np. z dwóch stron mur, krawędź ścieżki, brzeg dziedzińca – barierę nie do przerośnięcia.
Podobną rolę spełniają także oporowe murki i wkopywane w grunt roll-bordery z tworzywa, przez które konwalia się nie „przegryzie”.
By bastować konwalię możemy dodać jej do towarzystwa równie waleczne towarzyszki np. paprocie, barwinek, jasnotę gajową – trochę im to zajmie, lecz z czasem osiągną naturalną równowagę ilościową.

By mieć konwalie pod całkowitą kontrolą sadzone bywają często w kamiennych, płaskich misach i donicach, ustawianych w maju w sąsiedztwie wyjść do ogrodu, oczek wodnych, ławek. Gdy liście stają się nieatrakcyjne donicę wynosi się w dyskretny, cienisty kącik, gdzie konwalia mruczy sobie i narzeka, że ciasno. Ale za rok znów zakwitnie i wokoło zapachnie farnezolem.

Podobne wpisy