W poszukiwaniu diagnozy medycznej wielu korzysta z porad Doktora Google. I czuje się po takiej diagnostyce jeszcze gorzej. Podobnie bywa ostatnio w dziedzinie ogrodnictwa – w „internetach” odnaleźć można coraz więcej ogrodniczych mądrości. Niestety nie tylko. Powtarzane i urozmaicane docierają do naszych uszu, wywołując uśmiech lub bladość. Dziś obalamy 5 mitów odnośnie uprawy roślin na balkonach.

5 MITÓW O UPRAWIE BALKONOWYCH ROŚLIN

1: NIE TRZEBA WYMIENIAĆ PODŁOŻA W DONICZKACH
„To marnacja ziemi. Wystarczy ją przekopać z uzdatniaczem, nawozem, usunąć stare korzenie i można śmiało sadzić” – usłyszawszy coś takiego Ogrodnik mocniej trzyma się łopaty.

Ziemia w pojemnikach musi być wymieniana co sezon. Nie jest to farmazon, lecz dyktowana rozsądkiem profilaktyka:

patogeny grzybowe, wirusowe i bakteryjne mają w pojemnikach lepsze warunki do rozwoju, dlatego zostawiając im pole do popisu na kolejny sezon narażamy rośliny na ich atak – szczególnie, jeśli będziemy uprawiać te same gatunki roślin
szkodniki – w ziemi zimować mogą larwy ziemiórek i pędraki np. opuchlaków – żarłocznych owadów, podgryzających korzenie i liście roślin.
zasolenie – podłoże w pojemniku traktowane nawozami mineralnymi ulega zasoleniu, czyli wysyceniu składnikami mineralnymi, unieczynnionymi chemicznie. W takim podłożu roślina może mieć problemy nawet z pobieraniem wody, mimo, że podlewamy regularnie…
Zatem zawsze sadzimy w świeże, atestowane podłoże.

Ale co z tą ziemią? Szkoda wyrzucić. Prawda. Ziemia nie kwalifikuje się na odpad zielony, nie możemy wyrzucić jej w zielonym worku ze skoszoną trawą. Można jednak:

rozsypać ją w ogrodzie na rabatach, pod drzewami czy na trawniku
przekompostować (nie musimy do tego celu zakładać pryzmy kompostowej, wystarczy specjalny pojemnik, który zmieści się nawet na balkonie – dobrze prowadzony kompost nie śmierdzi).

2: WISTERIA NA BALKONIE
„Na balkonie można uprawiać każde pnącze. Bo przecież jak się rozrośnie, to się przytnie. A jak już będzie za duże to się wysadzi do ogrodu. Albo coś.”

Niestety to „albo coś” to przeważnie śmietnik, bo wieloletnie, rozrośnięte pnącze, z systemem korzeniowym gęstym i poplątanym po kadencji w pojemniku sporadycznie przyjmuje się na nowym miejscu (zasada ta nie dotyczy winobluszczu pięciolistkowego, który na śmietnikach rośnie najweselej).

Sadzenie do pojemnika na balkonie silnie drewniejącego pnącza, które docelowo osiąga 10 a nawet 30m to jak trzymanie mastifa tybetańskiego w kawalerce.

Wróćmy do tytułowej wisterii. Dorasta do 10m wysokości, jej pędy silnie grubieją i drewnieją, wymagają żeliwnych podpór, bo drewniane łamią z czasem jak zapałki. By zakwitnąć wisteria wymaga prawidłowego cięcia oraz czasu – wchodzi w fazę kwitnienia w 5 roku wegetacji. W ciągu 5 lat osiąga jednak już gabaryty wylewające się z balkonu (jeśli te 5 lat wytrwa w pogardzie pt.: „Czemu ty nie kwitniesz?”). A można przecież obyć się bez terroru i wybrać odmianę wisterii chińskiej 'Texas White’ – dorasta do 2,5m i zakwita już po 2 latach.

Zatem najlepiej uprawiać odmiany pnącz stworzonych niemalże do życia w pojemnikach np. powojniki.

3: PODLEWANIE NA ZAPAS
„Przed wyjazdem na wakacje podlewaj rośliny aż za dobrze, to na dłużej starczy.”

Zalewanie roślin bywa bardziej szkodliwe niż wodny post. Co więcej – łatwiej uratować pacjentkę podeschniętą niż uduszoną bagienkiem, w którym rozpoczęły się już wonne procesy gnilne. Wyjeżdżając na dłużej zaopatrzmy rośliny w nawadniacze, dozery wody. Na balkonie rolę tę spełnią np. litrowe butelki z podziurawionym korkiem, wetkniętym w ziemię. Ziemia wysychając będzie stopniowo zasysać wodę. A może warto uruchomić zapomniane już przysługi sąsiedzkie, polegające na podlewaniu kwiatów? Niegdyś najprostsze rozwiązanie, by na wakacjach spać spokojnie, bez obaw o usychające maranty.

W poszukiwaniu diagnozy medycznej wielu korzysta z porad Doktora Google. I czuje się po takiej diagnostyce jeszcze gorzej. Podobnie bywa ostatnio w dziedzinie ogrodnictwa – w "internetach" odnaleźć można coraz więcej ogrodniczych mądrości.

4: NAWOŻENIE LEKARSTWEM NA WSZYSTKO
” Coś zmarniała Ci ta lawenda, weź ją podlej solidnie jakimś nawozem.”

Kiedy roślina mizernieje aplikuje się jej automatycznie dawkę nawozu. Niczym w reklamie środków przeciwbólowych: „Boli głowa? Łyknij tabletkę.” A może warto dowiedzieć się, czemu boli? Tak samo w przypadku rośliny. Zanim sięgniemy po nawóz upewnijmy się, że przyczyna pogarszającej się kondycji rośliny nie leży gdzie indziej – często bowiem nawóz zamiast sytuację poprawić, przybije przysłowiowy „gwóźdź do trumny”.

Wcześniej wykluczmy atak patogenów (grzybów, bakterii) i szkodników – aplikacja nawozów z dodatkiem azotu stymuluje przyrost młodych, delikatnych pędów szczególnie podatnych na atak.

Jeśli nic jej nie gryzie, a jest jakaś blada i coś nie kwitnie? Najczęstszą przyczyną jest niewłaściwe stanowisko – za mało lub za dużo słońca.

Pamiętajmy, że większość roślin balkonowych ma w podłożu pakiet startowy nawozów, utrzymujący ją w atrakcyjnej formie przez wiele tygodni, dlatego nawożenie wkrótce po zakupie nie jest wskazane – nadmiar nawozów spali korzenie.

Bezpieczne od przenawożenia jest stosowanie biokompostu oraz nawozów wolnouwalniających się typu osmocote. Przed aplikacją nawozów zawsze upewnijmy się odnośnie zalecanych dawek i rozcieńczeń i profilaktycznie lekko je zaniżajmy.

5: MROZOODPORNA PALMA
„A wiesz, byłam w styczniu we Włoszech i tam sobie rosną palmy zimą, to przecież w Polsce by na pewno dały radę.”

Na balkonie przy Basztowej pyszni się palma. Co roku coraz większa. Ale zimą wraca do domu. Bo Polska to nie kraj dla palm – nie szumią tu palmowe lasy, nawet na piaszczystym brzegu Kryspinowa palmy nie rosną.

„Przecież widziałam reklamę mrozoodpornych palm!”

To, że dorosła, zdrewniała i grubopienna palma wytrwała na zewnątrz, zapomniana, przez jedną, październikową noc (a szron na jej liściach wyglądał malowniczo) niestety nie daje jej wiecznej mocy odporności na polski klimat – szczególnie polską, podstępną wiosnę… Czasem się uda. Ale nie bez powodu nasz Ogród Botaniczny wydał fortunę na nową palmiarnię – gdyby istniały skuteczne sposoby na zimowanie wszystkich palm w gruncie, krakowscy botanicy już dawno by je uskutecznili.

Tak, istnieją gatunki palm odpornych na niskie temperatury np. Trachycarpus wagnerianus. Ale odporność ta przychodzi z wiekiem i wymaga od Ogrodnika wiedzy, jak i kiedy roślinę przygotować na straszne chłody oraz ciągłej czujności, do czasu aż wróci ciepło i słońce. Zatem czy nie łatwiej palmę na balkon wysyłać jedynie na wakacje, a zimą siedzieć z nią pod kocem i pić kakao?

Podobne wpisy