Dziś dowiemy się, jak to „kiedyś było„, zachęcając pewną Babcię L. do rozwinięcia wypowiedzi, tradycyjnie brzmiącej: „Ech, kiedyś. Kiedyś to było...”. Zatem co kiedyś rosło na parapetach? Skąd kiedyś brało się rośliny? Skąd doniczki? Jak uprawiano kiedyś rośliny doniczkowe? Bowiem czyż nie warto zainteresować się retro roślinami, które z jakiś powodów dotrwały i rosną aż do dziś?

DONICZKOWE KIEDYŚ…

Skąd kiedyś brało się rośliny doniczkowe?

Różnie. Najczęściej z zaszczepek i sadzonek, które krążyły od pokoleń w społecznościach małych i większych. Wymiana roślinami, wiedzą o ich uprawie i emocjami, związanymi z powodzeniem (lub fiaskiem) była świetnym powodem do spotkań, kontaktów i długich rozmów telefonicznych.

Skrupulatnie zapakowane rośliny przybywały w paczkach od krewnych czy znajomych z zagranicy w komplecie z obcojęzycznymi książkami o uprawie roślin doniczkowych. „Jeśli się języka nie znało za dobrze, można było ze słoneczek i kropelek wnioskować, jak podlewać. Albo znowu szło się albo dzwoniło do kogoś, kto język znał.”

„Rośliny można było także dostać w kwiaciarniach, na giełdzie, ale nie wiedzieć czemu nie pamiętam, żeby ktoś na pytanie, skąd ma tę paprotkę czy fikusa, mówił, że kupił. Najczęściej słyszało się: zdobyłem, „wyhodowałem”, dostałem. Adresem dobrego, sprawdzonego sklepu ogrodniczego wymieniano się jak tajemnicą.”

Czasem rośliny przywożono z podróży. Z posmakiem przemytu. „Może i to całe kombinowanie nie było potrzebne, ale za to jakie wspomnienia…”

Ale najlepiej, najlepiej to było znać kogoś, kto pracował na Katedrze Botaniki…

Skąd pozyskiwano doniczki i pojemniki na rośliny?

Najpierw długo ukorzeniały się w czystych słojach czy aptecznych pojemnikach. Nie wyglądały wcale brzydko. Donice terakotowe można było kupić na jarmarkach, w mieście na placach targowych. Większość donic jednak miało się w domu od zawsze. „Do dziś mam w ogrodzie kamienne donice starsze ode mnie. Trzymają się też lepiej niż ja, jak widać.”

Gdzie stały rośliny doniczkowe?

Na kwietnikach. Żeliwnych, zdobionych. Z marmurowymi blatami. Potem były bambusowe i rattanowe, ale te żeliwne są raz na zawsze. Czasem na parapetach, ale drewno puchło od glinianych podstawek, a zimą od szyb rośliny gryzł mróz, więc kwietnik, stolik, specjalna półka spisywały się najlepiej. Paprocie i bluszcze wieszało się pod sufitem lub w takich kwietnikach na ścianie. „Wcale się nic od tego nie brudzi, jeśli się nie jest leniem i zdejmuje donicę przed podlewaniem.”

Skrupulatnie zapakowane rośliny przybywały w paczkach od krewnych czy znajomych z zagranicy w komplecie z obcojęzycznymi książkami o uprawie roślin doniczkowych. Paprocie i bluszcze wieszało się pod sufitem lub w takich kwietnikach na ścianie…

RETRO ROŚLINY DONICZKOWE

Jakie gatunki roślin najczęściej kiedyś uprawiano?

Większość z nich mam do dziś, niektóre to już któreś pokolenie. Mają się tak dobrze, bo zimą nigdy nie włączam grzejników w salonie.

#1 Juka – Yucca

Latem wystawiana jest na taras, dlatego rośnie jak szalona. Gdy tylko dosięga czubkiem do tej półki to znak, że na wiosnę pień idzie pod siekierę. Wcześniej owijam wybrane fragmenty bandażem i zwilżam regularnie. Na wiosnę mam gotowe, ukorzenione sadzonki młodej juki.

#2 Paproć bostońska – Nephrolepis exaltata

Z tej paproci połowa moich koleżanek ma swoje własne. Przesadzam ją co 3 lata i zawsze wtedy oddzielam kilka sadzonek. Jej donica stoi na takiej głębokiej podstawce, żeby zmieściły się tam kamienie – wtedy zawsze ma wilgoć w powietrzu. Gdy zaczyna gorzej wyglądać to znak, że coś mi dolega – tak mi podpowiada. Ale jak się podleczę to i ona zaraz odżywa. Pewnie to bzdura, ale może coś w tym jest.

#3 Fikusa Benjamina – Ficus benjamina

Mój Benjamin. Pcha się na sufit, więc co wiosnę mocno go przycinam, a z młodych pędów robię sadzonki. Zimą nie włączam ogrzewania. Podlewam tylko wodą z czajnika, a kilka razy w roku B. dostaje… pół kieliszka rumu.

#4 Maranta

Z nich jestem najbardziej dumna, bo wiem, że nie każdemu udaje się utrzymać je w takiej kondycji, jak moje. Dostałam je 40 late temu w szklanej kuli, a kiedy się rozbiła, próbowałam uprawiać na parapecie, lecz ciągle brązowiały im i bledły liście. Wnuk zbudował tę szklaną gablotę i poza podlewaniem (tak, z czajnika) nic więcej nie muszę robić, a rośliny wyglądają wspaniale.

#5 Kliwia pomarańczowa – Clivia miniata

To najstarsza roślina w mojej pamięci. Rosły w domu moich dziadków. Czasem śmieję się, że warto dożyć wiosny, by zobaczyć, jak zakwita. Przestrzegam, żeby nikogo nie pokusiło choćby o centymetr przesunąć jej doniczkę – obrazi się i nie zakwitnie wcale.

Podobne wpisy